|
Ale tuż przed śmiercią - pod koniec drugiej wojny - napisał do Sweeneya
(muzeologa i krytyka) wstrząsający list. „Dopiero dziś widzę - mówił -
żc moje prace czarno-białe, z niewielką tylko ilością koloru, to ledwie
rysunki olejne." I dodawał: „zbytnio lekceważy się w sztuce czynnik de-
strukcji..." Czy gdyby wcześniej doszedł do takich wniosków, przestałby
w ogóle malować po stworzeniu pierwszego obrazu neoplastycznego ? Czy
może przeciwnie: zacząłby malować inaczej? W Nowym Jorku, właśnie
wówczas, kiedy pisał o „czynniku destrukcji", stworzył kilka obrazów
innych, nowych, o synkopowanej, ruchliwej rytmice: czy widział w nich
destrukcję monumentalnego spokoju swych dzieł neoplastycznych, uznając,
że mimo wszystko można jeszcze malować przez niszczenie różnych postaci
równowagi, którą się raz osiągnęło,?przez przechodzenie - zgodnie z naukami
leozofów - do coraz wyższych wcieleń? Nie umiem odpowiedzieć. Może
w surowej duszy Mondriana odezwał się jakby żal za malarstwem, kiedy
ujrzał, że przez dwadzieścia, lat stał ni.ezjbmaaie na krańcu, poza którym
(dla sztuki, będącej^rcećle~tó uzmyshwiäniem~w mdywidualnym
kształcie) zieje pustka.
Tc pustk^pfżehikliwie zobaczył Malewicz - i runął w nią głową naprzód, /. determinacją bardzo rosyjską. I on także był sut generis mistykiem, lecz mistyka Malewicza brzmiała tonem nihilizmu.
|