Słychać grzechot kopyt
Słychać grzechot kopyt koni dorożkarskich, z rzadka przerywający ciszę tej lichej dzielnicy. Ale staruszek, którego Vincent namalował, jak siedzi w słomianym kapeluchu z miną poczciwą i naburmuszoną, pokazuje w swoim uklepiku słońca van Gogha, wielkie martwe natury Cézanne'a, jego pejzaże, jego portret Empéreire'a... Ów sklepik to jedyny salon mistrza z Aix, bo Durand-Ruel tego towaru ?nie prowadzi?. Tylko tutaj można oglądać jc^o dzieła, absurdalne i wspaniałe. Wciąż jeszcze absurdalne dla nas, bo są zbyt bogate, by można było łatwo je pojąć. Ten niebywały oryginał pracuje w samotności: jest właśnie w trakcie dokonywania rewolucji w sztuce Hwego czasu i w sztuce powszechnej. Tanguy mówi o panu Cézannie tajemniczo, Gauguin i Bernard go znają. Ale on unika Paryża. Czy istnieje naprawdę? Czy nie jest tylko mitem? O, Tanguy dobrze wiedział, że mistrz to właśnie Cézanne, że to geniusz nowego malarstwa. Toteż grubo cenił lejío płótna: żądał za nie do trzystu franków!" ( Ho wspominki z lat, kiedy Maurice Denis, który wówczas nie dobiegał jeszcze dwudziestki, pisze w ?Art et Critique" z 23 sierpnia 1890 sławne zdanie: ?Pamiętać, że obraz - nim będzie rumakiem, nagą kobietą czy jaką bądź anegdotą - jest w istocie płaską powierzchnią, pokrytą kolorami, zgromadzonymi w określonym porządku."
| |